Współczesne Chiny i jego społeczeństwo podglądane przez Sylwię Malon.
Blog > Komentarze do wpisu

Chiny nie dla każdego.

Nie ulega wątpliwości że tolerancja jest dla każdego człowieka czymś innym, każdy z nas inaczej ją definiuje. Ale bezsprzecznie jest ona   czymś co sprawia, że czujemy się dobrze z samym sobą, czymś co pozwala nam żyć w społeczeństwie, przyjmować pewne reguły i prawdy zachowań.

Siedzialam wczoraj  na korytarzu czekajac na  znajomą   I zdałam sobie sprawę, że przed przyjazdem do Chin należy zadać sobie pytanie:

 jaki poziom  tolerancji  tutaj  jesteśmy  zdolni akceptować?

Cóż do takiego wniosku doszłam przyjeżdżając  wczoraj wieczorem z jedną z expatek do kliniki medycznej.

 Nazwijmy ją K. przyjechała w grudniu do Chin, krótko przed  Bożym Narodzeniem.

Zdecydowała sie podpisać kontrakt na 3 lata  I  pierwotnie tyle chciała tutaj zostać.

Wytrzymała do  wczoraj,  czyli 4 miesiące. Co prawda kilka tygodni temu dawała sygnały. Zle sie czuła, nie chciała rozmawiać albo wyrzucała z siebie olbrzymią masę słów . Dziwne zachowanie - myslałam  rozmawiając z nią,  ale zrzucałam to na  charakter kobiecy bardziej niz na problemy osobowosciowe.

Jako że jestem aktywnym członkiem Expat Community w jednym z Chinskich miast, w ktorym żyje  - pomagam   czasem obcokrajowcom,  ktorzy dotra do grupy Expatów i szukają z nimi kontaktu  ( bo niektórzy obcokrajowcy nie chcą, nie szukają, nie są zainteresowani )

K. wcześniej poprosiła o adres klniki dla expatów ,  dałam jej bez problemu adres ale jednocześnie pomyślałam że może potrzebuje pogadać ,bo niedawno przyjechała,  sama, kobieta, w Chinach. Budziła we mnie sympatię.

W  ubiegłą sobote I niedziele  dzwoniłam do niej kilka razy –  nieodpowiadała- coż troche dziwny spokoj, ale pewnie  zmeczona po pracy- pewnie spi - pomyślałam.

Zadzwoniła wczoraj ,że nie daje rady że potrzebuje psychologa, psychiatry, I jakieś psychotropy ktore  jej sie skonczyly.

Gdzie ja jej w Chinach  znajde apteke z niefejkowymi lekarstwami pomyslalalam sobie  jak tutaj nie wiesz  co w aptece  podróba a co nie.

 Zaproponowalam że pojedziemy razem do lekarza, tak będzie bezpieczniej. W drodze do kliniki opowiedziala wiecej o sobie. Okazuje sie ze ma trudny czas w rodzinie, krotko mowiac mąż znalazl sobie  młodszą kochanke I che rozwodu -  a K nie chce. Nie mają dzieci.  K.  zdecydowala sie wyjechac do pracy - do Chin  aby nabrac dystansu do całej sytuacji., ale problem rodzinne uzupełnione o  zderzenie z chinska rzeczywistoscia , róznice kulturowe, jezykowe, żywieniowe spowodowaly ze nie dała rady wszystko to ją przerosło.

 Dojechałyśmy do Klinki - lekarz, postawny mężczyzna w średnim wieku o pociągłej twarzy, bardzo serdeczny i ciepły, już sama jego obecność , uśmiech i  życzliwość może działać jak balsam -  zasugerował aby  K. została ........w szpitalu psychiatrycznym do momentu do kiedy nie przyjedzie rodzina z Europy  i jej nie odbierze .





piątek, 23 marca 2012, tytanorientu

Polecane wpisy