Współczesne Chiny i jego społeczeństwo podglądane przez Sylwię Malon.
RSS
piątek, 27 stycznia 2012

Za  moimi oknami trwa budowa kolejnego budynku jakich zresztą wiele się buduje w okolicy. Jeszcze kilka dni temu był tutaj ruch i gwar. Dzisiaj spokój i cisza. Pracownicy których   obserwowałam pojechali do domu świętować z najbliższymi   Chiński Nowy Rok. Czy  wszyscy wrócą?

  Ten czas jest najważniejszy nie tylko   dla pracowników sezonowych  ale też dla pracodawców, bowiem to wówczas zmieniają się kierunki na  chińskim rynku pracy.

Mój  chiński sąsiad który wczoraj odwiedził mnie  przynosząc mi świąteczne jedzenie:)    3 mówi , iż chińscy budowlani pracodawcy mają coraz większy stres . W tym roku  spodziewają się, że więcej pracowników niż  kiedykolwiek – nie wróci. A jedynym sposobem na przyciągnięcie pracowników będzie podniesienie płacy o kilkanaście %.

Od przeszło dwóch lat  jak na chińskie warunki panują rekordowe skoki we wzroście płacy w Chinach . A to z tego powodu że wielu pracowników pozostaje w domu  akceptując niższe płace. Mimo, że u siebie  zarabiają mniej to pozostają przy rodzinie  gdyż w domu  koszty utrzymania są znacznie mniejsze niż wyjeżdzając   do innej prowincji .  Część pracowników  z biedniejszych prowincji wróci na pewno, ale młodsi migrujący pracownicy  stają się coraz bardziej wybredni i nie są gotowni na ponoszenie trudu szukania pracy z czasów pokolenia swoich rodziców.



poniedziałek, 23 stycznia 2012

no cóż wszystkiego dobrego w Nowym Roku, Chińskim , ponieważ chinczycy obchodza go dzisiaj.
Jestem  w Chinach w tym roku  w Chinski Nowy Rok,   sobie całą noc nie spałam tak było głośno:(
Całą noc  puszczali fajerwerki, niemiłosierniy hałas.  Ile tych fajerwerków potrzebowali aby tyle godzin robić hałas?
Chyba na ryżu oszczędzali cały rok, żeby te fajerwerki kupić:)!!!

wczoraj wieczorem zaczęli-  skończyli około 2 nad ranem i od 5 znów od nowa. Czułam się jak na wojnie. Rób co chcesz  tylko  nie przeszkadzaj innym w Chinach nie funkcjonuje. Chińczycy mają w nosie innych. Ważne aby oni byli zadowoleni. A inni? a kogo to?

dzisiaj np. Pan na siłowni na którą chodzę przyszedł i zobaczył że biała  biega na bieżni a telewizor jest włączony na chiński kanał. Bez mrugnięcia okiem zaczął przełączać kanały. Dopiero jak mu zwróciłam uwagę po chińsku ,  że ja tego słucham i oglądam i żeby nie przełączał -  zostawił telewizor w spokoju. Chamstwo w tych Chinach panuje niemiłosierne.

Ale to nie wszystko. Chińczycy  w trakcie Nowego Roku jedzą, jedzą i jedzą,  a przed przygotowują jedzenie na następnych 14 dni do święta latarni.

No i z tego jedzenia , czy przejedzenia rożne historie można obserwować. Dzisiaj w autobusie np. jedna kobieta  4 siedzenia obok mnie zwymiotowała. Tak po prostu.Są kosze na śmieci w każdym chińskim autobusie,  pewnie  czuła że,, ją ciągnie,, mogła chociaż podejść do tego kosza, ale ona tak po prostu, na podłogę. Pojemność jej żoładka to chyba z 5 litrów.  Nie mogłam dojechać do następnego przystanku tak śmierdziało w autobusie. Myślałam że sama  zwymiotuję. Jednak prymitywny to  ludzie , no przynajmniej ci którzy jeżdżą autobusami.

16:43, tytanorientu
Link Komentarze (3) »
piątek, 13 stycznia 2012

 Przed występem w teatrze  tekst obslugi skierowany do publicznosci przed spektaklem.

W wersji angielskiej: prosze nie robic zdjec i nie nagrywac. W wersji chinskiej: zabrania sie jedzenia, picia, robienia zdjec i ....spania.

Tak właśnie było napisane ponieważ chinczycy  zasypiają  jak dziecko,  w każdym miejscu I mogą spać  tak spokojnie, jakby  teatralny fotel był najwygodniejszym posłaniem. Dobrze chociąż że nie chrapią,  jakkolwiek jestem pod wrażeniem  jak można spać zgoła w kazdym miejscu. Jedną z teorii  na temat łatwości, z jaką  Chińczycy  potrafią zasnąć w każdych okolicznościach, łączy tę umiejętność z faktem, iż dzieci są tam karmione częściej I dłużej piersią  niż na Zachodzie i w każdym wieku  czują się jak niemowlaki zasypiając - w każdych warunkach.  Niektórzy chińczycy  spali ,a my........  oglądaliśmy  spektakl





16:24, tytanorientu
Link Dodaj komentarz »

 Jeśli Chińczyk nie potrafi sprostać zadaniu, jakie dostanie nawet od obcego człowieka na ulicy  czuje się bardzo niezręcznie.  Będzie męczył się tak długo, dopóki nie zwolni się go z tego przykrego obowiązku.

No dzisiaj to przeszli samych siebie. Szukałam biura linii lotniczych. Smart Shanghai - aplikacja na ipoda  - prosta rzecz ale , adres trzeba znalezc. Tutaj podaje sie skrzyzowanie ulic wiec trzba dwie ulice   podac jesli podaje sie  adres.  Pytam chinczyka i widzę.....przekrzywioną głowę, zmarszczone czoło, przygryzioną wargę, czyli intensywna dociekliwość istoty pracowitej, ale.. niezbyt rozgarniętej. Pytałam 4  chinczyków  gdzie to jest. I dostałam 4 rózne odpowiedzi dotyczace........... 4 kierunkow swiata.

Po tym doświadczeniu ograniczam próby zasięgnięcia informacji od obcych  shanghajczyków do minimum .

15:35, tytanorientu
Link Dodaj komentarz »
środa, 11 stycznia 2012

   Chińczycy uczą się angielskiego obowiązkowo przez dwanaście lat w szkołach, dokształcają na

kursach, których jest mnóstwo,  mają wręcz obsesję na punkcie nauki jezyka  angielskiego ale na

ogół nie potrafią porozumieć się w tym języku.  Chinczycy zwykle starają się jakoś wytłumaczyć

cudzoziemcom tę kłopotliwą dla nich przypadłość. Wśród różnych hipotez najbardziej przekonująca

wydaje mi się ta, która wini  chiński system edukacji nastawiony na pamięciowe wkuwanie, co w

przypadku próby przyswojenia obcego języka jest wyjątkowo złą metodą. Chińscy studencji

perfekcyjnie zdają egzaminy jakkolwiek z mową jest zupelnie inaczej.   Pewnie nieśmiałość

 chinczyków w kontaktach z obcymi też ma tu coś do rzeczy; niepewność własnych umiejętności i lęk

przed ośmieszeniem stanowią dodatkową blokadę. Kilkunastoletni syn  moich znajomych śliczny

młodzieniec obdarzony wysokim wzrostem i szlachetnymi rysami, uparcie milczał w moim

towarzystwie, czerwieniejąc i blednąc na zmianę, gdy tylko zwracałam wzrok w jego stronę. Gdy po

kilku spotkaniach w końcu przemówił, okazało się, że.... porozumiewa się zupełnie swobodnie 

15:30, tytanorientu
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 09 stycznia 2012

ja tu pierdoły o Japonii opowiadam a na uniwersytecie chinscy  studenci  obecnie zdaja egzaminy.

Oj nie chce sie uczyc, nie chce. Wyglada to tak miedzy innymi jakby w wyniku mniejszego wysilku mozg  ich przeszedl w tryb stand by czyli oczekiwania. Oczekiwania na bodzce, sygnaly, stymulatory.  Bylo tego duzo przed maturą a na uniwersytecie jakos ich zabraklo zatem  ich   mozg  przeszedł w tryb switch off czyli wyłaczyl pewne, nieuzywane partie. 

Szczerze powiedziawszy stereotyp  jaki panuje w Polsce dotyczacy chinczykow pracujacych jak mroweczki jakos w Chinach sie nie sprawdza. No ja osobiscie widze wiecej leniwych chinczykow niz  naprawde ambitnych. Poki co studentow .

Obserwujac ich odnosze nieodparte wrazenie że Chinczycy maja  zaszczepiona manie wielkosci, i  wielki ojciec  narodu Mao Zedonga mial w tym swoj olbrzymi udzial. Najwieksza powierzchnnia, najwiecej ludnosci, najstarszy jezyk, najstarsza kulutra, najszybciej rozwijajaca sie gospodarka, to wymieniane przez nich zalety Chin. No wiec po co sie uczyc?  Patrzac na to wychodzi , że skoro wszystko jest naj to biurokracja i korupcja tez jest najwieksza. Więc..... jakoś to bedzie

Ciekawa jestem czy inni azjaci tez sa tacy leniwi czyli praktycznie ucza sie do matury a pozniej zachowuja sie jakby mieli z górki.:)

piątek, 06 stycznia 2012

Kilka lat temu Sofia Coppola nakrecila w Tokio i Kioto film ,,Lost in translation,,za ktory dostala oskara za najlepszy orginalny scenariusz.

Miedzy starzejacym sie aktorem a młodą mężatką nawiązuje sie specyficzna nić porozumienia i uczucia. Oboje zdają sobie sprawę jak wiele ich łaczy a jednak musza sie rozstać.

przed spotkaniem  Boba czyli Billa Murray-ego  mloda mezatka czyli Scarlett Johansson  przyjechala  z mezem fotografikiem show-businessu na zdjecia do Japoni , jednak nudzi sie tam i poznaje starzejacego sie aktora ktory przyjechal na sesje reklamujaca whisky Santori

cóż film Lost in Translation jest rzeczywiscie ciekawy i dajacy duzo do myslenia. Odwiedzałam miejsca w W Tokio i Kioto  w ktorych byl krecony film, bylam nawet w Hyatt w Tokio na 55pietrze  gdzie za 1 drinka Henessy zaplacilam 120zlotych .No cóż slynnne miejsca kosztuja.Poczulam luksus Tokio i ubytki w portfelu.  Napewno nawiazala sie nic porozumienia miedzy moim bankiem a barami czy restauracjami w Kioto:) Rozstalam sie z Japponia ktora jest dla mnie pewnego rodzaju ,,Szwajcaria na sterydach,, - bez bólu.

 

 

 



17:32, tytanorientu
Link Dodaj komentarz »
środa, 04 stycznia 2012

To jak postrzegamy Chiny zależy w głównej mierze od tego gdzie postawimy swoje pierwsze kroki. Zupelnie inaczej będą postrzegać je osoby które wylądowały i  postawily swoje pierwsze kroki w  stolicy Pekinu - miastu dużo bliższemu tradycyjnych Chin niż  Szanghaju, wielkiej  międzynarodowej metropolii.  Ja zaczelam zwiedzac Chiny od Szanghaju i dzielnicy Pudong.

 Podobnie jest z Japonia , postrzeganie i  punkt widzenia odnosnie Japoni zalezy od tego co widziało sie wczesniej. Jako że od kilku lat zyje w Azji w tym roku Nowy2012 Rok postanowilismy swietowac w Tokio,  pozniej przejechac sie do Kioto i zakonczyc nasza podroz  odlatujac z lotniska zbudowanego na pelnym morzu jakim jest - Osaka.

Przylatujac na lotnisko Narita -  zaczelam swoje porownania do miejsc, ktore widzialam wczesniej, A ze  Azje znam lepiej niz Europe  (odwiedzilam   10  azjatyckich krajow ) -  a wiec mam do czego porownywac:).  Ponieważ najwiecej czasu spedzilam w Chinach, ktorymi tez sie interesuje  totez jest naturalne ze porownywalam je do  kraju  w ktorym wyladowalam kilka lat temu jako 8 pasazer Nostromo.

No cóz w Chinach jest taniej. Zdecydowanie taniej.  W  Japoni za to - duuużo czyściej.

Ale rozczarowalam sie Tokio, oczekiwalam ze to miasto mnie zauroczy, zakocham sie w tym miescie, - niestety nic sie takiego nie stalo:(

Mysle ze opowiadania ludzi ktorzy byli w Tokio sa  mocno przesadzone. Fakt zalezy co osoby, które tak koloryzuja    widziały wczesniej. Jesli z Europy wieżdża sie do Tokio,  różnica w kultuturze jest  z pewnoscia widoczna. Ale mieszkajac w Azji i jadac  do kolejnego azjatyckiego kraju  jakim jest  -  jeden z najdrozszych krajow swiata -  Japonia- nie robi to wielkiego wrazenia. Wiem ze za bardzo uogólniam i fanatycy Japoni mnie odsadza od czci i wiary ale osoby ktore znaja Azje i podrozowaly po niej  ,a nie patrza tylko na ekonomie danego kraju z pewnoscia przyznaja mi racje w tym brutalnym porownaniu Chin i Japoni:)

Tam swiatynie budyjskie i tutaj swiatynie buddyjskie, tam ryz i tutaj ryz, tam warzywa i tutaj warzywa, tam ryby i tutaj ryby, tam zielona herbata i tutaj zielona herbata.

Mysle że już bardziej podobał mi sie Singapore, przynajmniej w sylwestra  bylo ciepło:)

10:11, tytanorientu
Link Dodaj komentarz »
O autorze
Tagi