Współczesne Chiny i jego społeczeństwo podglądane przez Sylwię Malon.
RSS
niedziela, 19 grudnia 2010

 

Stereotypow nie unikniemy nawet wowczas gdy bardzo sie staramy,wiele czytam na ten temat ale czasem mam wrazenie ze mozna by bylo poczytac wiecej na  dany temat jesli cos sie publikuje.

temat glodu w Chinach - zyje tutaj bez przerwy od 2007roku i poki co to nie widzialam  glodu, widzialam za to za duzo jedzenia, a nie za malo,  ( patrz restauracje - ile oni zostawiaja na talerzach) jasne ze kiedys byl tutaj glod ale to bylo 30 lat temu. Ksiazki ktore maja 30 lat sa juz stare!!! i informacje maja bardziej wartosc historyczna i nie pokazuja rzeczywistosci aktualnej.

Powierzchowna wiedza i uprzedzenia dotyczace starych i nowych  Chin moga być powodem  do  dodatkowych blednych ocen  i zaburzenia  postrzegania tego kraju, ktory rzeczywiscie ma złożony proces poznawczy. Stereotypy pozostawiaja zawsze malo miejsca  i przestrzeni na  rzeczywista ocene. Nie bronie Chinczykow bo co dziennie jestem czyms tutaj zaskawinana , czasem bardzo niemilo ale  czasem jest mi tez wstyd ze  ze informacje jakie czytam na stronach znanych publicystow pochodza co najmniej sprzed 10 lat jak nie dalej.  My sie zmieniamy, ale swiat  tez sie zmienia, idzie do przodu i spoleczenstwa danych krajow tez.

 

 

12:38, tytanorientu
Link Dodaj komentarz »
środa, 15 grudnia 2010

Jestem po 4 latach pobytu w Chinach i nadal nie rozumiem tego kraju. Co gorsza – mam wrażenie, że go nigdy nie zrozumiem, że nawet nie jestem tego bliska. Przyjechałam tutaj zupełnie nieprzygotowana, bez jakiejkolwiek znajomości chińskiej kultury i języka. Ze świadomością, że jestem z lepszej części świata. Czasem pomagała mi ta świadomość, przeważnie jednak przeszkadzała. Trzeba pamiętać, że dzisiejsze Chiny wyglądają zupełnie inaczej niż 10 lat temu. To nie jest już kraj, w którym produkuje się tanie skarpetki. Nie zmienia to jednak faktu, że jeśli ktoś twierdzi, że istnieją ludzie ponad innymi, mogący patrzeć na kogokolwiek z góry, rozpowszechnia barbarzyństwo. Będąc tutaj, zadaję sobie cały czas pytanie: „W jaki sposób my, czyści i schludni Europejczycy, pilnujący prawa i porządku, jesteśmy przeciwstawieni wizerunkowi niedomytych i niedouczonych Chińczyków?”.


 

wtorek, 14 grudnia 2010

tybet i jego budyzm 

Tybet jakiego nie oczekiwalam.

Po przybyciu do Lhasa , doznalam elekrtyzujacego szoku kulturowego.

Nie dlatego ze jest to miejsce tak rozne od tego do czego jestem przyzwyczajona , ale dlatego ze jest tak podobne.

Mialo to byc miasto przez wieki odizolowane od reszty swiata, legendarne miasto na dachu swiata. Mialo byc tragiczne I cierpiace, niczego takiego nie zauwazylam .

Tybet  do tej pory to dla mnie mistyczna kraina owiana tajemnica o gorskich terenach I zamieszkalych przez nie mistycznych ludzi. Dlatego tez spodziewalam sie paranormalnych doswiadczen, mnichow w butach sniegowych a nawet jednego lub dwoch Yeti. Niestety nic takiego nie znalazlam

Natomiast zaskoczeniem olbrzymim byl dla mnie tybetanski przewodnik ktory odbieral mnie z lotniska do hotelu w super stylowej kurtce Nike, sluchajacy muzyki z iPoda. No nie, pomyslalam gdzie sa ci tybetanczycy o ktorych tyle sie naczytalam?
Chodzac po miescie myslalam o nim - I zauwazylam ,ze kurtke pewnie kupil w centrum Lhasa obok restauracji  Steak House I kasyna gier gdzie mlodzi tybetanczycy w skorzanych kurtkach I postawionych na  cukier albo lakier  wlosach probowali szczescia wrzucajac pieniadze do  automatow  do gry.

Na ulicach  Lhasa szukalam buddystow obdarzonych nadludzkim spokojem skupionych na rozwoju duchowych a coz  znalazlam? Oprocz buddyjskich mnichow pojazdy przemieszczajace sie chaotycznie, nie zwazajace kompletnie na jakiekolwiek pasy ruchu czy jakiekolwiek przepisy.

Drobne stluczki w stolicy Tybetu  tak jak I na calym swiecie sa na porzadku dziennym Ale dzwiek klaksonow , pisk opon motocyklowych czy głośne  smiechy młodych mężczyzn i kobiet zaskoczyly mnie , moja wizja Tybetu legla w gruzach.

Gdzie umilowanie do medytacji I modlitwy?

No tak - pomyslalam  o buddyjskich mnichach -  jak mozna sie skupic w takim halasie?

Lhasa zyje przede wszystkim z turystow z Australii, Europy, Ameryki I Japoni ktorzy przyjezdzaja do legendarnego miasta  na Dachu Swiata .

No coz juz sie pogodzilam z tym ze   w wyniku awansu Chin do gospodarki swiatowej mamy teraz 1,3miliarda potencjalnych chinskich turystow ktorzy  tez moga byc zainteresowani odwiedzeniem Tybetu.

A kiedy ponad milliard osob  zwiedza   jedno miejsce trzeba sie z tym pogodzic ze moze to  byc zniszczone.

W Lhasa spotkalam mezczyzn noszących  bluzy  Kappa i dżinsy,  dziewczeta w krótkich spódniczkach i różoweych T-shirts. Cos  innego  czytalam na temat Tybetu.

 

Jest jasne ze chinscy wladcy Tybetu racza nas propaganda ale odnosi sie ona bardziej do inwazji na Tybet  w latach 50-tych kiedy to Chiny zdlawily powstanie tybetanczykow.

Tybetanczycy sa bardzo mili. Spodziewalam sie spotkac ludzi zdlawionych przez Chinska Armie ktora jest obecna w Tybecie od ponad 50 lat. Zbeszczescila ona swiatynie. Zastrzelila wielu mnichow. Nie bez znaczenia sa tez zamieszki w 2008roku.

Tybetanczycy jednak nie sprawiali wrazenia zdruzgotanych.

Jednakze abstrachujac od propagandy chinskiej podobna propagande szerza tybetofilowie z Richardem Gere I Sharon Stones na czele..

Odnosze wrazenie ze Tybet w duzej mierze jest ulubiencem snobow ktorzy lubuja sie  we wszystkim  co tajemnicze I tybetanskie. Patrzac na Lhasa widzialam rozrastajace sie chinskie miasto.

Oczywiscie Tybet ma tez niesamowita Tradycje I nie mozna tego deprecjonowac.

To miasto pielgrzymow i przybywaja tu Tybetanczycy z odleglych dolin ktorzy podrozuja wiele tygodni po bezdrozach aby tu dotrzec. Widzialam

Samotnie pielgrzymujacego  mnicha ktory  kladl  na ziemie sie dotykajac czolem ulicy, wstawal, klanial sie, robil krok do przodu, po czym znow kladl sie na ziemie, wstawal, klanial sie I robil krok do przodu. Powtarzal ten rytulal bez konca. Moze nie byl to najlepszy sposob podrozowania ale byc moze o to wlasnie mu chodzilo?

Przewodnik wyjasnil mi ze  jest to  tybetanski buddysta w drodze do

Swiatyni Jokhang katedry Lamaizmu, jednego z najwiekszych miejsc kultu w Tybecie .

Jednakze  mimo tradycji tybetanskiej tak widocznej w Lhasa  odnosze nieodparte wrazenie ze protekcjonizm zachodu jest mocno widoczny.

Chinczycy wybudowali infrastructure w postaci budowy ogromnej kolei  ktora laczy stolice Tybetu z  reszta Chin.

Dzieki temu stworzono tysiace miejsc pracy  w turystyce I handlu.

Ale coz ja  wolalabym  widziec tybetanczykow siedzacych w pozycji lotosu przez 16godzin dziennie.

Szkoda  tylko ze oni nie chca siebie tak widziec.  Oni juz nie chca zeby ich zostawiac w spokoju. Tybetanczycy sa wsciekli ze sugerujemy im zyc skromnie na rzecz zachodnich turystow szukajacych duchowej sciezki chcacych ogladac nienaruszona nature , mityczna kraine Shangri-la raz na kilka lat.

Czy oczekujcie od nas ze bedziemy jezdzic na osiolkach I Yakach podczas gdy wy jezdzicie samochodami I latacie samolotami? – odpowiedzial mi dosc ostro , gdy wykupowalam wycieczke , przedstawiciel biura turystycznego   w Shanghaju wspolpracujacy z  Autonomicznym Tybetanskim Regionem .

Moj przewodnik  na miejscu w Lhasa, Tybetanczyk  ,ktory kilka lat mieszkal w Indiach I mowil po angielsku (z tego tez wzgledu pewnie wrocil aby obslugiwac zachodnich turystow )mial podobne zdanie.

Co chcesz , zyjesz komfortowo, podrozujesz, a chcesz ze my tkwimy w sredniowieczu? Tybet nie jest zabytkiem muzealnym ktory mozna przechowywac w formaldehydzie.

My Tybetanczycy tez chcemy podrozowac I zwiedzac swiat – powiedzial przewodnik.

Fakt jest taki ze nie wszedzie jest tak jak w Lhasa, poza miastem jest znacznie biedniej.Ludzie zyja znacznie ubozej, sa biedniejsi. Zdecydowana wiekszosc z nich pracuje w rolnictwie I hodowli zwierzat. Wygladaja na bardzo zmeczonych I przepracowanych. Na drodze spotkalam tez pasterza  ktory wygladal na 60 lat a mial niewiele ponad 40. Pracowal po kilkanascie godzin w polu I  w momencie kiedy z nim rozmawialam pompowal wode ze studni.

Byl ze swoim  kilkunastoletnim synem , pasterz marzy o tym aby jego syn znalzal prace w Lhasa.

 

 

 

 

 

O autorze
Tagi