Współczesne Chiny i jego społeczeństwo podglądane przez Sylwię Malon.
RSS
wtorek, 31 sierpnia 2010

 

Chiny  od zawsze  intrygowały: odmiennością języka, kultury, zwyczajów, systemów wartości.

Jeszcze 15 lat temu nie było wiadomo co z Chinami będzie i gdzie one zmierzają, a dziś już wiadomo, że są regionalną potęgą - i to nadal szybko rosnącą.

Zaintrygowały też członków mojej rodziny czyli męża I syna, dzięki którym jestem tutaj. No cóż, wszystkiego bym sie  po nich spodziewała... ale ,członkowie mojej rodziny lubią wyzwania. To taki pionierski kraj , wiec..... przyjechaliśmy.

Poszlam do ambasady po wize, spakowałam  cały dobytek do skrzyń, kartonów. Powstał z tego kontener . Wrzuciłam go na statek,  a sama  wsiadlam  w  deszczowym  Frankfurcie do mokrego od deszczu  rozlatujacego sie samolotu w którym....  rzygajac spedzilam 10 godzin .

Nastepnie.....pojechalam do chinskiego mieszkania. Szpary w oknach na 10centymetrow.  Naturalna wentylacja czy co? pomyslalam wowczas? Kto przeżyl w Shanghaju zimę w tych ,,wentylowanych mieszkaniach,, to wie o czym mowię.

Olej zamarzal mi w kuchni:)

Rozmawiałam wcześniej  z moją rodziną o Chinach ale  myslalam o 2 tygodniach, no może miesiacu z kawalkiem. W rezultacie ...kilkanascie miesiecy przeciaga sie na kilka lat.

 Jakie są Chiny? To potężny, niewzruszony kraj, przekonany o swojej własnej wyższości I doskonałości .Próbuje mnie również ssinizować., cóż  muszę nauczyć się ……jeść pałeczkami.

 Jako polski barbarzyńca podstawowy kurs  intergracji w kraju środka przeszłam, różnice kulturowe mi wytlumaczono, szkolenie z jedzenia paleczkami zrobiono.

Jest ...inaczej co nie znaczy że gorzej.

Z wdrożeniem w życie tych pałeczek mam pewne kłopoty, no... nie bede owijala w bawełne: jestem początkującą w tej kwestii.

 Chociaż coraz częściej spoglądam na Państwo Srodka od wewnątrz, z głebszym zrozumieniem I pewną empatią dla tutejszych ludzi I procesów. Ale widzę też że jest tu dużo nabrzmiałych problemów .

Proces  sinizowania  mnie jako polskiej ,,barbarzynki ,, nie wyszedł. Zawsze będę Polką.

 Jakkolwiem nie ukrywam ,że jestem zafascynowana wszelkimi innościami i odmiennym sposobem postrzegania rzeczywistości przez Chińcyków.

 

To czym pisze, to wydarzenia autentyczne , byłam ich uczestnikiem. Z jednej strony chce  opisać Chiny jako kraj egzotyczny, z drugiej  szcerze powiedziawszy  coraz bardziej lubię tutaj być I niektórzy mogą odnieść wrażenie, że jest to świat  mi  bliski.   Tak jest w rzeczywistości i myślę, że opoisując Chiny w ten sposób  może to  być fajnym połączeniem.

Próbuję  czasem kontrastować różne sprawy i przedstawić  je z punktu widzenia Chińczyka-tubylca i przyjezdnego "człowieka Zachodu".

 



 

 

sobota, 28 sierpnia 2010

 

Wskazówki  zegarka pokazywały 6:42. We Wrocławiu dopiero zaczynał sie  dzień .Nie przestawiłam zegarka na czas  chiński  - w strefie GMT +8  była 14.42 . Pokrętłem  pchnęłam do przodu wskazówki na 14:42 i ziewnęłam, cóż dziesięciogodzinny  lot samolotem. Być może udało mi się  trochę oszukać biologiczny czasomierz; wiedziałam jednak, że nie na tyle, by poradził sobie bez szwanku z przejściem na drugą stronę punktu Greenwich. Byłam zmęczona po 10 godzinach lotu. Znajdowałam się na lotnisku   jednego z największych miast w północno-wschodnich Chinach , ulokowanego  nad Morzem Chińskim, w malowniczym estuarium rzeki Huang Pu. -  Shanghaju.

Kiedy zobaczyłam ilość samolotów lądujących i startujących,  stwierdziłam że to duża różnica czasowa powoduje, że trudno mi się odnaleźć w rzeczywistości. Weszliśmy do hali przylotów - zadziwił mnie ogrom Shanghajskiego lotniska- pomyślałam: „To jest Azja, o której słyszałam i czytałam?”. Zmusiłam swoją percepcję do nadludzkiego wysiłku, by rozpoznać miejsce, w którym przebywałam. To są Chiny?.. Co prawda nie  spodziewałam się anarchicznego chaosu i brudnego, starego lotniska, ale to co zobaczyłam –wow! - tego było za dużo!. Kilometry pasów startowych, terminale rozległe niczym miejskie osiedla, samoloty przylatujące i odlatujące praktycznie co minutę, to nie było to, czego oczekiwałam.   No nieżle się zaczyna- pomyślałam. Mój początek przygody z nowoczesnym Shanghajem rozpoczął się od wylądowania na ogromnym lotnisku Pudong w Shanghaju .Ten niezwykły terminal w kształcie odwróconego trapezu zbudowany z betonu metalu i szkła powodował u mnie poczucie ekskluzywności. Konstrast  ogromu szkła, betonu i metalu jednocześnie lekkiego jak ażurowa koronka robił  fenomenalne wrażenie.

Ruchome długie taśmy przenośne   niosły mnie po marmurowych, nowoczesnych, minimalistycznych, sterylnych wnętrzach- pomyślałam, że   ten port lotniczy musi obsługiwać  potężną metropolie. Samo  lotnisko ,  pędzący w pośpiechu ludzie , mnóstwo biznesmenów przypominało ludne i gwarne miasto. Szybkość i tępo z jaką  życie toczyło sie tutaj,  wzbudzał mój zachwyt, słowem, robił oszałamiającw wrazenie. Wszystko zautomatyzowane,ale też dużo stojącej obok  obsługi .

 Wg danych ACI ( Airports Council International )na liście dominują lotniska amerykańskie(13)  i  9 azjatyckich. Wśród nich jest  Shanghai. 

piątek, 27 sierpnia 2010

W sumie glupie pytanie dlaczego? bo azjaci sa inni niz europejczycy,  chociazby kolor skory

- bo czasem uderza ich gleboki prowincjonalizm myslenia, ale czasem lapie sie na ...moim prowincjonalizmie. Bo swiat jest planeta wielu tysiecy ludzi- i czasem zdarza mi sie tego nie zauwazac: Coz Europejczycy, Polacy nie sa jedynym narodem na swiecie,

-bo kazdy do patrzenia uzywa innej optyki,innego obiektywu, czasem szerokatnego, czasem teleskopu, a czasem rybiego oka(ktore znieksztalca)

 duzo expatów tutaj przyjezdza. Praktycznie top 500 najwiekszych firm swiata ma tutaj swoje przedstawicielstwa badz oddziały.co w sumie jest rzecza normalna, olbrzymi rynek zbytu, dlaczego go nie wykorzystac.

 Myśl o pisaniu  bloga poddała mi jedna  z moich znajomych. . Tylko desperaci wyjezdzaja, ale jak juz sie zdecydowalas na te Chiny to chociaz pisz.

 Ja żyje i mieszkam w Chinach od 2006roku , chce o nich pisac ale jak? w jaki sposób? Czy ma to być to fabularny opis Chin, encyklopedyczny, reportażowy, pamiętnikarski?  . A może pisać co mi slina na jezyk przyniesie?  Istotny jest temat,  czy  forma?  Jest wiele blogów  o Chinach, również tych najnowszych, po przemianach, pisano już dziesiątki, jeśli nie setki razy. Cóz bede kolejna, ktora bedzie  opisywać Chiny. Ale współczesne Chiny sa  coraz  mniej chinskie , globalizacja zrobiła swoje   ja Konfucjusza ani FengShui na ulicy nie widze:) i to mnie martwi.



czwartek, 26 sierpnia 2010

Jacy sa dzisiejsze Chiny i wspólczesni   Chinczycy ?  zapytał mnie znajomy?

-A jacy sa ludzie skad przybywasz?

-Ach, oni do niczego sie nie nadaja to klamcy, cwaniacy, kretacze

-No to stary - tu jest dosc podobnie

Za jakis czas zapytał mnie kolejny znajomy, jacy sa dzisiejszy Chinczycy i Chiny?

-Moj Boze , a jacy sa ludzie skad przybywasz? powtorzyłam pytanie

-Ach, to ludzie, odwazni, uczciwi, pracowici, goscinni,

- No to stary tutaj jest dosc podobnie

No  co miałam powiedzieć kazdemu z nich? Chiny  i chinczycy sa tacy jak chcemy ich widziec.

Czasem mam ochotę wracac do domu tak szybko jak to mozliwe, jak mam  doła albo PMS to prawie ze kupuje bilet  w jedna strone. Ale po chwili zastanowienia zdaje sobie sprawe z tego i tez  rozumiem ze moje przekonania, zapatrywania, przesady determinuja interreakcje jaka wzbudzam z otoczeniem.

Moje przekonania nie modyfikuja rzeczywistosci lecz nadaja ksztalt doswiadczaniu jej, sprawiaja ze rozwijam sie we własciwym osobistym swiecie.

Dlatego tez  moje operacyjne przekonania zarowno pozytywne jak I negatywne- w efekcie wywieraja decydujacy wplyw na moje zycie., stanowia rodzaj psychicznego zaprogramowania.

Ja zaprogramowałam sie na to ze Chiny sa chinskie i przy tym zostaje. Tylko ktoś , kto dobrze Chiny dzisiejsze zna, bez wahania stwierdzi, że nie ma tutaj jednej obowiązującej na wszystko prawdy, jak było w epoce Mao. W dzisiejszych Chinach wszysto jest w ruchu, w pewnej wibracji,w okresie przejścia, przeobrażeń i transformacji.



O autorze
Tagi