Współczesne Chiny i jego społeczeństwo podglądane przez Sylwię Malon.
RSS
środa, 20 października 2010

dziwni sa ci Chinczycy naprawde. Krawiec ktory uszyl mi juz ze 20 rzeczy nagle sie zbuntowal, a w zasadzie to chyba zbuntowala sie jego zona. No wiec przyszlam z materialem i prosba aby uszyl mi kurtke bo jesien w pelni i zima za pasem, a on ze mi nie uszyje , mowie no przeciez ci placilam i teraz tez zaplace, to nie jest pierwszy raz kiedy mi szyjesz rzeczy i zawsze jestem zadowolona.

Nie o pieniadze chodzi, tylko o to ze ja cie nie moge mierzyc,

no jak mnie nie mozesz mierzyc? no nie moge cie centymetrem zmierzyc bo moja zona mowi ze ja ciebie dotykam,

na litosc boska przeciez ty krawiec jestes, i mnie nie dotykasz tylko mierzysz, twoja zona siedzi w sklepie , jak chce to niech ona mnie wymierzy,

ona nie chce cie mierzyc.

No coz musze znalezc innego krawca.

Tagi: Chiny expaci
16:20, tytanorientu
Link Dodaj komentarz »
piątek, 15 października 2010

Niby jeden kraj,dziwne krzaczki i tyle jezykow. Jak mam  jej to wytlumaczyc?

ktorego  jezyka sie uczyc? W zaleznosci od tego kto liczy  istnieje  7, 8 albo 10 roznych dialektow chinskich ktore wchodza w sklad jezyka mowionego . Roznia sie one od siebie tak jak angielski od niemieckiego , polski od czeskiego  czy francuski od wloskiego.

Glowny jezyk w chinach nazywa sie Putonghua ( mandarynski), zaraz po nim Yue ( kantonski),

Wu( Szanghajski) .

Znajoma idzie do szkoly ,  nie bede jej demotywowala jest taka pelna  wigoru w kwestii  nauki jezyka. Ja juz swoje przeszlam.

Chinka z ktora  przed chwila rozmawialam byla arogancka,  obcesowa, niegrzeczna I powiedziala ze najpierw musi zaplacic. Mialam wrazenie ze musi zaplacic zeby wogole chciala  rozmawiac.

W kraju handlowcow pomyslalam, takie zachowanie? Pozniej dopiero zrozumialam zemoze  wygladamy  za biednie w stosunku do szkoly do ktorej sie zglosilysmy.

sobota, 09 października 2010

 

Tydzien wolnego w Chinach  na poczatku pazdziernika, tzw. Golden Week  czyli krotko mowiac jeden tydzien wolnego i w zwiazku z tym ponad miliard Chinczykow ( bo tyle ich fizycznie jest w Chinach)
CHinczycy przemieszczaja sie po kraju, pociagami, autobusami, samolotami ( ostatnio cos zrobili sie leniwi i nie za bardzo chca na rowerach jezdzic, przynajmniej ci miastowi skosnoocy:)

W sumie juz sie przyzwyczailam do tych tlumow i tak bardzo mi nie przeszkadzaja ( to jest prawda, czlowiek do do wszystkiego jest sie w stanie przyzwyczaic, nawet do Chin i Chinczykow:)

pojechalismy do Guilin i Jangsuo ogladac  pola ryzowe, mniejszosci narodowe i gory  i porownac je  ze zdjeciem z 20 RMB,

jechalam po lesie z chinczykiem na rowerze, w pewnym momencie na polance blisko drogi, mnostwo sztucznych kwiatow i cos co wygladem przypomina polaczenie sarkofagu i studni. Pytam sie co to jest w tym lesie, a on mi mowi ze to miejsce gdzie pochowali zmarlego, w lesie pytam? w srodku lasu? tutaj gdzie jestesmy - odpowiada  to jest chinska wies i takie tutaj sa obrzadki, zmarlego mozna pochowac w lesie , rodzina bedzie go odwiedzac 1 raz w roku w maju, bo wowczas jest jeden dzien wolnego na odwiedzanie zmarlych.Zaczynam pytac,Nie macie cmentarzy? na wsi nie mamy. zadaje wiecej pytan , robie zdjecia,

chyba sie wkurzyl bo powiedzial ze robienie zdjec takich miejsc przynosi pecha i wogole to nie powinnam tyle myslec:)

Nie wiem czy w tej prowincji akurat nie maja cmentarzy  czy wogole nie maja. Chinczycy czasem maja problemy ze zrozumieniem samych siebie a ja mieszkajaca tutaj kilka lat mam ich rozumiec?

06:03, tytanorientu
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 07 września 2010

 

 

 Co tutaj duzo mówić, Shanghai  robi wrazenie. szczególnie Pudong. I nawet nie wiem do czego go porównać.

Nowy York ale ulice szersze?.

Hong Kong ale bardziej nowe budynki?

Singapore tylko bardziej brudno? No nie wiem,

Przejezdzalismy wsrod ogromnych drapaczy chmur, ogromnych wiezowcow, nowoczesnych budynkow, tysiace  kilkudziesieciopietrowych budynkow.

Moze to glupie ale jadac tak wsrod tych pulsujacych  kolorowymi swiatlami budynkow poczułam ze jestem z zadupia czyli..... z Wroclawia.

Ok, pracownicy firmy podczas pierwszej wizyty   pewnie chcieli pokazac Shanghai od najlepszej strony aby nas nie wystraszyc Chinami ktore nota bene nie maja dobrej prasy w Europie, ale tez chinczycy o tym wiedza . co nie podobało mi sie to to , ze skutecznie izolowali nas od wszelkich kontaktow z obca kultura. Mialam wrazenie ze znajduje sie pod kloszem ktory zapewnia mi bezpieczenstwo, wygode, opieke tlumacza.

Jednym slowem do minimum ograniczyli nasz kontakt z lokalna kultura.

Chiny to bardzo zlozony kraj trzeba tu zamieszkac aby go zrozumiec mowila kolezanka, ktora wrocila z kilkuletniego pobytu. Co to znaczy zadalam sobie to pytanie?

 

niedziela, 05 września 2010

predkosc pociagu klasy G z Changzhou do Shanghaju

Tak szybko nie jechałam,  cale Chiny gnaja tak szybko, choc w .....kolejnictwie mozna sie wykoleić.....

Pociagi, samochody, autostrady.  Ta podroz zaklocila moje poczucie rzeczywistosci. Mam jakby rozdwojenie jazni. Wydaje mi sie ze zyje w dwoch roznych swiatach.

Do tej pory myslalam ze latwo adaptuje sie do nowego srodowiska I moja odpornosc psychiczna jest wystarczajaco wysoka a mimo to  mam wrazenie zagubienia.

Z jednej strony nadal jestem typowym przedstawicielem mojej rodzimej kultury czyli czlowiekiem z prowincji, z drugiej jakbym przeniosla sie w wyimaginowana rzeczywistosc.

Wjezdzajac do Pudong – nowoczesnej dzielnicy Shanghaju najwieksze wrazenie zrobil na mnie widok Pudongu I to taki ze doslownie szczeka opadla mi na podloge.

środa, 01 września 2010

Żyję tutaj na co dzień i obserwuję ten kraj jak gdyby od środka. Co widzę?

Chinczyk z północy to zupełnie inny Chinczyk niż ten z południa.  Jakkolwiek  zarówno chińczycy z południa i północy maja swoje smutki, i radości, swoje dobre i złe dnie,żaden z nich nie lubi być glodny, nie lubi kiedy mu jest zimno,odczuwa

ból jako cierpienie i nieszczęście, pomyslnosc jako satysfakcje i spełnienie -  zupełnie jak ja. Przyzwyczaiłam się, że Chińczycy, szczególnie na dalekiej prowincji, przyglądają mi się z otwartymi ustami.  Reaguja z rezerwa, powsciagliwie, nieufnie, czy wręcz niechętnie a  czasem nawet wrogo. Nawet jeśli pasuje do ich schematu obcokrajowca.  To i tak wpatrują się we mnie, w moją twarz, włosy, nos, oczy i ubranie. Zawsze pytają o to samo:

-      Czy ona umie mówić?

-      A dlaczego pytasz? – odpowiadam im.

Mój rozmówca zasępia się wtedy i widzę, że najwyraźniej go to gryzie (tym bardziej, gdy zda sobie sprawę, że mogłam zrozumieć, co chwilę wcześniej mówił na mój widok).

-      No bo biały człowiek  ma duży nos i biała skore, ale nie mówi po chińsku – tak najczęściej odpowiadają, gdy minie zaskoczenie.

-      O ,no tak wasza cywillizacja tyle lat odgradzala się od reszty swiata wielkim murem, że nie jestem zaskoczona ze chinczycy też serwują naiwne stereotypy niewiele mowiace o rzeczywistości. Do tej pory myśląc o Chinach myślałam o dalekiej Azji o stepie pustynnym, o polach ryżowych, o Chińczykach z ich ogolonymi głowami i długimi warkoczykami, ich  garnuszku ryżu a okazuje się ze dynamiczny rozwój i dynamiczne przemiany tego kraju spowodowały ze Chiny  są inne. Nie chcą być cywilizacyjnym i duchowym obszar świata w którym mogę rozwinąć moja duchowość. Zbyt dużo pragmatyzu w dzisiejszych Chinach .



 

 

wtorek, 31 sierpnia 2010

 

Chiny  od zawsze  intrygowały: odmiennością języka, kultury, zwyczajów, systemów wartości.

Jeszcze 15 lat temu nie było wiadomo co z Chinami będzie i gdzie one zmierzają, a dziś już wiadomo, że są regionalną potęgą - i to nadal szybko rosnącą.

Zaintrygowały też członków mojej rodziny czyli męża I syna, dzięki którym jestem tutaj. No cóż, wszystkiego bym sie  po nich spodziewała... ale ,członkowie mojej rodziny lubią wyzwania. To taki pionierski kraj , wiec..... przyjechaliśmy.

Poszlam do ambasady po wize, spakowałam  cały dobytek do skrzyń, kartonów. Powstał z tego kontener . Wrzuciłam go na statek,  a sama  wsiadlam  w  deszczowym  Frankfurcie do mokrego od deszczu  rozlatujacego sie samolotu w którym....  rzygajac spedzilam 10 godzin .

Nastepnie.....pojechalam do chinskiego mieszkania. Szpary w oknach na 10centymetrow.  Naturalna wentylacja czy co? pomyslalam wowczas? Kto przeżyl w Shanghaju zimę w tych ,,wentylowanych mieszkaniach,, to wie o czym mowię.

Olej zamarzal mi w kuchni:)

Rozmawiałam wcześniej  z moją rodziną o Chinach ale  myslalam o 2 tygodniach, no może miesiacu z kawalkiem. W rezultacie ...kilkanascie miesiecy przeciaga sie na kilka lat.

 Jakie są Chiny? To potężny, niewzruszony kraj, przekonany o swojej własnej wyższości I doskonałości .Próbuje mnie również ssinizować., cóż  muszę nauczyć się ……jeść pałeczkami.

 Jako polski barbarzyńca podstawowy kurs  intergracji w kraju środka przeszłam, różnice kulturowe mi wytlumaczono, szkolenie z jedzenia paleczkami zrobiono.

Jest ...inaczej co nie znaczy że gorzej.

Z wdrożeniem w życie tych pałeczek mam pewne kłopoty, no... nie bede owijala w bawełne: jestem początkującą w tej kwestii.

 Chociaż coraz częściej spoglądam na Państwo Srodka od wewnątrz, z głebszym zrozumieniem I pewną empatią dla tutejszych ludzi I procesów. Ale widzę też że jest tu dużo nabrzmiałych problemów .

Proces  sinizowania  mnie jako polskiej ,,barbarzynki ,, nie wyszedł. Zawsze będę Polką.

 Jakkolwiem nie ukrywam ,że jestem zafascynowana wszelkimi innościami i odmiennym sposobem postrzegania rzeczywistości przez Chińcyków.

 

To czym pisze, to wydarzenia autentyczne , byłam ich uczestnikiem. Z jednej strony chce  opisać Chiny jako kraj egzotyczny, z drugiej  szcerze powiedziawszy  coraz bardziej lubię tutaj być I niektórzy mogą odnieść wrażenie, że jest to świat  mi  bliski.   Tak jest w rzeczywistości i myślę, że opoisując Chiny w ten sposób  może to  być fajnym połączeniem.

Próbuję  czasem kontrastować różne sprawy i przedstawić  je z punktu widzenia Chińczyka-tubylca i przyjezdnego "człowieka Zachodu".

 



 

 

sobota, 28 sierpnia 2010

 

Wskazówki  zegarka pokazywały 6:42. We Wrocławiu dopiero zaczynał sie  dzień .Nie przestawiłam zegarka na czas  chiński  - w strefie GMT +8  była 14.42 . Pokrętłem  pchnęłam do przodu wskazówki na 14:42 i ziewnęłam, cóż dziesięciogodzinny  lot samolotem. Być może udało mi się  trochę oszukać biologiczny czasomierz; wiedziałam jednak, że nie na tyle, by poradził sobie bez szwanku z przejściem na drugą stronę punktu Greenwich. Byłam zmęczona po 10 godzinach lotu. Znajdowałam się na lotnisku   jednego z największych miast w północno-wschodnich Chinach , ulokowanego  nad Morzem Chińskim, w malowniczym estuarium rzeki Huang Pu. -  Shanghaju.

Kiedy zobaczyłam ilość samolotów lądujących i startujących,  stwierdziłam że to duża różnica czasowa powoduje, że trudno mi się odnaleźć w rzeczywistości. Weszliśmy do hali przylotów - zadziwił mnie ogrom Shanghajskiego lotniska- pomyślałam: „To jest Azja, o której słyszałam i czytałam?”. Zmusiłam swoją percepcję do nadludzkiego wysiłku, by rozpoznać miejsce, w którym przebywałam. To są Chiny?.. Co prawda nie  spodziewałam się anarchicznego chaosu i brudnego, starego lotniska, ale to co zobaczyłam –wow! - tego było za dużo!. Kilometry pasów startowych, terminale rozległe niczym miejskie osiedla, samoloty przylatujące i odlatujące praktycznie co minutę, to nie było to, czego oczekiwałam.   No nieżle się zaczyna- pomyślałam. Mój początek przygody z nowoczesnym Shanghajem rozpoczął się od wylądowania na ogromnym lotnisku Pudong w Shanghaju .Ten niezwykły terminal w kształcie odwróconego trapezu zbudowany z betonu metalu i szkła powodował u mnie poczucie ekskluzywności. Konstrast  ogromu szkła, betonu i metalu jednocześnie lekkiego jak ażurowa koronka robił  fenomenalne wrażenie.

Ruchome długie taśmy przenośne   niosły mnie po marmurowych, nowoczesnych, minimalistycznych, sterylnych wnętrzach- pomyślałam, że   ten port lotniczy musi obsługiwać  potężną metropolie. Samo  lotnisko ,  pędzący w pośpiechu ludzie , mnóstwo biznesmenów przypominało ludne i gwarne miasto. Szybkość i tępo z jaką  życie toczyło sie tutaj,  wzbudzał mój zachwyt, słowem, robił oszałamiającw wrazenie. Wszystko zautomatyzowane,ale też dużo stojącej obok  obsługi .

 Wg danych ACI ( Airports Council International )na liście dominują lotniska amerykańskie(13)  i  9 azjatyckich. Wśród nich jest  Shanghai. 

piątek, 27 sierpnia 2010

W sumie glupie pytanie dlaczego? bo azjaci sa inni niz europejczycy,  chociazby kolor skory

- bo czasem uderza ich gleboki prowincjonalizm myslenia, ale czasem lapie sie na ...moim prowincjonalizmie. Bo swiat jest planeta wielu tysiecy ludzi- i czasem zdarza mi sie tego nie zauwazac: Coz Europejczycy, Polacy nie sa jedynym narodem na swiecie,

-bo kazdy do patrzenia uzywa innej optyki,innego obiektywu, czasem szerokatnego, czasem teleskopu, a czasem rybiego oka(ktore znieksztalca)

 duzo expatów tutaj przyjezdza. Praktycznie top 500 najwiekszych firm swiata ma tutaj swoje przedstawicielstwa badz oddziały.co w sumie jest rzecza normalna, olbrzymi rynek zbytu, dlaczego go nie wykorzystac.

 Myśl o pisaniu  bloga poddała mi jedna  z moich znajomych. . Tylko desperaci wyjezdzaja, ale jak juz sie zdecydowalas na te Chiny to chociaz pisz.

 Ja żyje i mieszkam w Chinach od 2006roku , chce o nich pisac ale jak? w jaki sposób? Czy ma to być to fabularny opis Chin, encyklopedyczny, reportażowy, pamiętnikarski?  . A może pisać co mi slina na jezyk przyniesie?  Istotny jest temat,  czy  forma?  Jest wiele blogów  o Chinach, również tych najnowszych, po przemianach, pisano już dziesiątki, jeśli nie setki razy. Cóz bede kolejna, ktora bedzie  opisywać Chiny. Ale współczesne Chiny sa  coraz  mniej chinskie , globalizacja zrobiła swoje   ja Konfucjusza ani FengShui na ulicy nie widze:) i to mnie martwi.



czwartek, 26 sierpnia 2010

Jacy sa dzisiejsze Chiny i wspólczesni   Chinczycy ?  zapytał mnie znajomy?

-A jacy sa ludzie skad przybywasz?

-Ach, oni do niczego sie nie nadaja to klamcy, cwaniacy, kretacze

-No to stary - tu jest dosc podobnie

Za jakis czas zapytał mnie kolejny znajomy, jacy sa dzisiejszy Chinczycy i Chiny?

-Moj Boze , a jacy sa ludzie skad przybywasz? powtorzyłam pytanie

-Ach, to ludzie, odwazni, uczciwi, pracowici, goscinni,

- No to stary tutaj jest dosc podobnie

No  co miałam powiedzieć kazdemu z nich? Chiny  i chinczycy sa tacy jak chcemy ich widziec.

Czasem mam ochotę wracac do domu tak szybko jak to mozliwe, jak mam  doła albo PMS to prawie ze kupuje bilet  w jedna strone. Ale po chwili zastanowienia zdaje sobie sprawe z tego i tez  rozumiem ze moje przekonania, zapatrywania, przesady determinuja interreakcje jaka wzbudzam z otoczeniem.

Moje przekonania nie modyfikuja rzeczywistosci lecz nadaja ksztalt doswiadczaniu jej, sprawiaja ze rozwijam sie we własciwym osobistym swiecie.

Dlatego tez  moje operacyjne przekonania zarowno pozytywne jak I negatywne- w efekcie wywieraja decydujacy wplyw na moje zycie., stanowia rodzaj psychicznego zaprogramowania.

Ja zaprogramowałam sie na to ze Chiny sa chinskie i przy tym zostaje. Tylko ktoś , kto dobrze Chiny dzisiejsze zna, bez wahania stwierdzi, że nie ma tutaj jednej obowiązującej na wszystko prawdy, jak było w epoce Mao. W dzisiejszych Chinach wszysto jest w ruchu, w pewnej wibracji,w okresie przejścia, przeobrażeń i transformacji.



1 ... 11 , 12 , 13 , 14
 
O autorze
Tagi