Współczesne Chiny i jego społeczeństwo podglądane przez Sylwię Malon.
RSS
środa, 04 stycznia 2012

To jak postrzegamy Chiny zależy w głównej mierze od tego gdzie postawimy swoje pierwsze kroki. Zupelnie inaczej będą postrzegać je osoby które wylądowały i  postawily swoje pierwsze kroki w  stolicy Pekinu - miastu dużo bliższemu tradycyjnych Chin niż  Szanghaju, wielkiej  międzynarodowej metropolii.  Ja zaczelam zwiedzac Chiny od Szanghaju i dzielnicy Pudong.

 Podobnie jest z Japonia , postrzeganie i  punkt widzenia odnosnie Japoni zalezy od tego co widziało sie wczesniej. Jako że od kilku lat zyje w Azji w tym roku Nowy2012 Rok postanowilismy swietowac w Tokio,  pozniej przejechac sie do Kioto i zakonczyc nasza podroz  odlatujac z lotniska zbudowanego na pelnym morzu jakim jest - Osaka.

Przylatujac na lotnisko Narita -  zaczelam swoje porownania do miejsc, ktore widzialam wczesniej, A ze  Azje znam lepiej niz Europe  (odwiedzilam   10  azjatyckich krajow ) -  a wiec mam do czego porownywac:).  Ponieważ najwiecej czasu spedzilam w Chinach, ktorymi tez sie interesuje  totez jest naturalne ze porownywalam je do  kraju  w ktorym wyladowalam kilka lat temu jako 8 pasazer Nostromo.

No cóz w Chinach jest taniej. Zdecydowanie taniej.  W  Japoni za to - duuużo czyściej.

Ale rozczarowalam sie Tokio, oczekiwalam ze to miasto mnie zauroczy, zakocham sie w tym miescie, - niestety nic sie takiego nie stalo:(

Mysle ze opowiadania ludzi ktorzy byli w Tokio sa  mocno przesadzone. Fakt zalezy co osoby, które tak koloryzuja    widziały wczesniej. Jesli z Europy wieżdża sie do Tokio,  różnica w kultuturze jest  z pewnoscia widoczna. Ale mieszkajac w Azji i jadac  do kolejnego azjatyckiego kraju  jakim jest  -  jeden z najdrozszych krajow swiata -  Japonia- nie robi to wielkiego wrazenia. Wiem ze za bardzo uogólniam i fanatycy Japoni mnie odsadza od czci i wiary ale osoby ktore znaja Azje i podrozowaly po niej  ,a nie patrza tylko na ekonomie danego kraju z pewnoscia przyznaja mi racje w tym brutalnym porownaniu Chin i Japoni:)

Tam swiatynie budyjskie i tutaj swiatynie buddyjskie, tam ryz i tutaj ryz, tam warzywa i tutaj warzywa, tam ryby i tutaj ryby, tam zielona herbata i tutaj zielona herbata.

Mysle że już bardziej podobał mi sie Singapore, przynajmniej w sylwestra  bylo ciepło:)

10:11, tytanorientu
Link Dodaj komentarz »
piątek, 09 grudnia 2011

W grudniowej konferencji ,,China Foundation For Human Rights Development ,,w Chongqing na którą zostałam zaproszona uczestniczył  też dyrektor UNICEF China pan Scott Whoolery . Tematem jego wystapienia nie byla  jak oczekiwałam polityka jednego dziecka  a raczej  globalne podejscie do tematu dzieci w Chinach.

Pozwoliłam sobie porozmawiać z nim  po wystapieniu I nie ukrywam -  bylam  zaskoczona jego pozytywna oceną  – panstwo chinskie rowniez widzi problem dlatego bardzo mocno wspolpracuje z UNICEF- powiedział.

Pan Scott Whoolery  krótko mówiąc ,,opieprzył mnie,, - a dlaczego ty  bazujesz na stereotypach I  koncentrujesz  się tylko na polityce jednego dziecka,

Myślę że należy po prostu obserwować  różne wydarzenia, sytuacje, Jedne przychodzą a inne odchodzą. Nie koncentruj się na szczegółach, ważne aby uchwycić całość. Przede wszystkim trzeba mieć oczy szeroko otwarte na wszystko to, co dzieje się wokół nas.  Należy też  zwracać uwagę na pewne niuanse i szczegóły, ale patrz na rozwiązanie  a nie na problem. Polityka “jednego dziecka” w Chinach nie cieszy się dobrą sławą w zachodnim świecie i wszyscy o tym wiemy.  Ale została ona wprowadzona w 1979 roku, jako krótko okresowy środek, miał w pierwotnym założeniu pomóc chińskiej klasie robotniczej stać się kulturą małych rodzin.

W ówczesnym czasie przepisy były surowo wprowadzane w życie w mniejszości społecznej, głownie wśród mieszkańców miast i wśród rządowych urzędników. Były też szczególne przypadki– jeżeli pierwsze dziecko było płci żeńskiej lub niepełnosprawne, lub rodzina mieszkała w słabo zaludnionym obszarze – polityka ta mogła zostać złagodzona pozwalając na drugie lub nawet trzecie dziecko.

O polityce jednego dziecka powiedziano już  dużo powiedził dlatego nie ma sensu abym się powtarzał -  czasem myślę, że, zbudowano wiele teorii prawdziwych  badz nieprawdziwych, często dobudowywano filozofie .  Polityka jednego dziecka w dalszym ciągu jest ale zupełnie inaczej postrzegana przez społeczeństwo chińskie i trzeba też przyznać że powoli odchodzi do lamusa.

 



piątek, 02 grudnia 2011

Wczoraj w rozmowie ze znajomą padło pytanie, dlaczego nie chcesz pokazywać i pisać o rzeczywistych Chinach? A jakie są te rzeczywiste Chiny? Czyją rzeczywistość mam przedstawiać, jej która posiada olbrzymią historyczną wiedzę i   zyskała ją z  dostępnych w Polsce książek o Chinach ?. Mam mówić to co ona chce słyszeć? Chiny to nie tylko skamieliny i czas Mao.

A może powinnam przedstawić  moją rzeczywistość ? osoby  żyjącej , pracującej w Chinach  i podrożującej po Chinach od blisko 5 lat.

Jest ciężko być obiektywnym bo każdy z nas ma wykształcone określone postrzeganie przez pryzmat własnych doświadczeń,  ale przypominam sobie jak zabolało mnie pytanie we Francji:

Będąc 3 lata temu w okolicach Paryża jeden z Francuzów zapytał mnie, a.. CZY U WAS W  POLSCE dalej je się kartofle i kapustę. Oczywiscie że sie je,-  ale nie tylko - ludzie jedza też pizze, spagetti i sushi.Piją wino i jedzą sery. Francuz kontynuował :a te małe stare Fiaty 126p. z silnikiem z tyłu tak że masz pewność że nogi są połamane przy najbliższej kolizji to dalej w Polsce  jeżdżą? Oczywiście, że jeżdża, ale po Polsce   jeżdżą też inne samochody a nie furmanki zaprzągnięte w konie. Ja nie pytałam go o Carlę Bruni  i skandale we francuskim rządzie bo nie chciałam być chamska ,ale do dzisiaj .....piję tylko hiszpańskie albo włoskie wino i  nie jem francuskich serów:)

Dlatego będąc w Chinach nie chce widziec w tym kraju tylko biedy i brudu.Bo to nie są Chiny sprzed 30 lat. To co piszę i to co pokazuje to jest mój punkt widzenia, to jest moja rzeczywistość.

Chiny nie są tylko biedne, brudne ,obdrapane i kolektywne. Sa też piękne, wyniosłe i baardzo indywidualistyczne. Oczywiście że jest tutaj też mnóstwo cwaniaków ktorzy próbują robić przekręty na obcokrajowcach. Ale  w którym kraju  ich nie ma?   Wszędzie musimy być ostrożni.

04:34, tytanorientu
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 01 grudnia 2011

 

W krajach zachodu  O2 oznacza O2 i nie ma zadnego znaczenia jak to się wymawia.

natomiast w Chinach wymowa O2 oznacza ……. 呕吐 outu czyli...zwymiotować . No cóż firma O2 która zostanie przy tej wymowie  wielkich pieniędzy w Chinach nie zrobi chyba ze fonetycznie przedstawi bardziej atrakcyjnie brzmiaca nazwe.

Nie jest to nic nowego nie ona pierwsza nie ostatnia stoi przed  podobnym problemem .

Tesco, Carrfour tez maja ciekawie brzmiące nazwy w Chinach. ale to temat na kolejny wpis.

A jest o co walczyc bo rynek dóbr konsumenckich rosnie rocznie o kilkanaście %  no a wpadka może kosztowac firme poważne konsekwencje finansowe.

Język chiński, składający się z około czterystu monosylab, fatalnie radzi sobie z transliteracją zagranicznych słów i nazw.

Nie trzeba szukac daleko w sprawach gospodarczych. Bowiem z najprostszych spraw jaką jest przetlumaczenie imienia .Prosty przykład z moim imieniem. Najbliższy odpowiednik mojego imienia po chińsku brzmiałaby mniej więcej tak: 西尔维亚 (xī ěr wéi yà) i…. nie znaczył nic.

Sprawdziłam  jakie  inne brzmienie miałoby moje chińskie imię i nazwisko i okazało się, że ...mogę nazywać się Ang, Zhang albo Li, bo większość Chińczyków nosi to nazwisko. Są to takie same nazwiska, bez jakichkolwiek koneksji rodzinnych – tak jak Kowalski albo Nowak. Poza tym w Chinach ponad miliard Chińczyków nosi tylko kilkaset nazwisk i w tym obszarze powinnam się poruszać.

W Chinach większość imion jest jedno- bądź dwusylabowych, z nazwiskami jest podobnie. Moje imię, czyli xī ěr wéi yà, w języku chińskim nie znaczy nic, a imię generalnie powinno mieć sens. Dodatkowo  należy też zwrócić też uwagę na rzeczywiste znaczenie znaków w języku chińskim, żeby na przykład nie był to odpowiednik męskiego imienia i nazwiska bądź żeby nie było to coś ośmieszającego, typu Pani Śmierdząca, Naiwna albo Pani Pelargonia. Znana jest bowiem anegdota o pewnym obcokrajowcu. Przybył on do Chin kilkanaście lat temu i nosił piękne chińskie nazwisko. Szkopuł w tym, że.... po przetłumaczeniu brzmiało ono mniej więcej tak: Pan Głupi:)





Tagi: Chiny O2
07:09, tytanorientu
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 29 listopada 2011

Na konferencje..... Prawa Człowieka w Chinach  chciałam jechać , dostałam zaproszenie  wysłałam emaila , że potwierdzam, zadzwoniłam do Chonqing , pytali co robie,kim jestem, czy znam chiński?.  Prawde powiedziawszy ta znajomość chińskiego  przeze mnie to za dużo powiedziane, bo zdany HSK to jedna rzecz a  rozmowa na konkretny ekonomiczny czy polityczny  temat to druga rzecz, Gdy organizator dowiedział się ,że robiłam MBA w Shanghaju....... jakoś inaczej zaczął ze mną rozmawiać. Jakby to moje MBA coś zmieniło - dziwni są ci ludzie.

 Przygotowuję teraz kolejne egzaminy  i .... jadę na konferencje do Chonqing - China Foundation For Human Rights Development - mam nadzieję że  konferencja odbędzie sie w,, normalnym trybie,,  bo .....chińskie Human Rights są trochę inne niż europejskie Human Rights.

Poki co speech  na konferencje przygotowałam, wysłałam, dostałam informacje, że .....zadowoleni ale, kiedy Chinczycy nie sa zadowoleni:) oni zawsze są uśmiechnięci, nawet zakłopotanie ujrywają pod maską uśmiechu. fakt jest taki ,że   jeszcze do  dzisiaj nie dostałam informacji w jakim hotelu będę i gdzie dokładnie w  Chonqing odbedzie sie ta konferencja. No ale zyje w Chinach a nie w Niemczech czy w Szwajcarii i tutaj nie  musi być wszystko precyzyjnie zorganizowane.Kreatywnosc i rzeczy robione na ostatnią chwile sa tutaj na porzadku dziennym.

 Myśle tak sobie że chyba po woli staje sie ekspertem ds. kultury chinskiej. Kultura biznesu, życia codziennego, wartości i tradycji chińskiej jest mi .....znana po blisko 5 latach życia w Chinach.


wtorek, 22 listopada 2011

Z całą pewnością Wschód pociąga ludzi Zachodu. Co prawda przez większość swojego życia piłam  pije coca-colę i nosiłam dżinsy . Mój  pobyt w Chinach - nie zmieniłam przyzwyczajem .

Od pewnego czasu zauważam pewną interesującą tendencję - większość moich zachodnich koleżanek żyjących w różnych częściach europy  coraz częściej włączaja do swojej diety elementy kuchni wschodniej i to nie z tego powodu że mnie zna, tylko pewnie dlatego że wiekszość ludzi zachodu tak postępuje.

 

Wschód pociąga ludzi zachodu , co ciekawe wielu  zachodnich lekarzy akceptuje niektóre zapatrywania typowe dla medycyny holistyczne a nawet przepisuje znane od dawna zabiegi azjatyckie , zamiast współczesnych zachodnich. w leczeniu licznych problemów zdrowotnych,Akupresura, akupunktura, stawianie baniek to typowe zabiegi medycyny wschodniej

 I tego typu zalecenia są sugerowane pacjentom począwszy od bólu głowy a skończywszy na mdłościach. Co więcej powszechnie uznano konieczność leczenia całej osoby a nie atakowanie całego problemu.  Co najmniej kilkunastu moich znajomych Coraz częściej ćwiczy jogę czy tai-chi

A zatem zmiany poznawcze są możliwe? Można wypośrodkować wartość i przekonania dwóch kultur?

Ja osobiście zauważyłam że często stosuję naprzemienne formy rozumowania charakterystyczne dla jednej i drugiej kultury. Choć nie myślę że spędzenie pewnego czasu w społeczeństwie o innej kulturze nie prowadzi u mnie do jakiś radykalnych zmian zachowania  to myślę ,że w pewnym sensie wszyscy jesteśmy ,,dwukulturowi,, :)

czwartek, 17 listopada 2011

Chiny to tak wielki i skomplikowany kraj że można na ich obszarze udowodnić praktycznie każdą tezę. Ale jedna rzecz jest pewna: to inny kontynent.

No cóż jest jak jest, po raz kolejny mogę się przekonać, że odmienne sustemy percepcji i myślenia istnieją od tysięcy lat. Niewątpliwie ci filozofowie przyczynili się do umocnienia nawyków myślenia , które już wtedy charakteryzowały ich społeczeństwa i do dnia dzisiejszego praktyki społeczne obserwowane we współczesnych społeczeństwach często są podtrzymywane a niekiedy również tworzą odmienne wzorce. Często na własnej skórze mogę się przekonać ,że punkt widzenia zależy od geografii myślenia.

Mogę pisać o Jiangsu prowincji i Shanghaju bo tutaj spędzam większość mojego czasu. Ale to miejsca gdzie Chińczycy praktycznie przyjeżdżają z każdego  zakątka Chin. Różnorodność jest olbrzymia bo przedstawiciela każdej prowincji można tutaj spotkać. A różnice są w dalszym ciągu widoczne.

Jedną z istotnych różnic jest dla mnie retoryka i argumentowanie. To co stanowi drugą naturę człowieka w Europie niemal nie istnieje w Azji. Albo negocjacje.  Ale to jest temat rzeka i potrzebowałabym 10 stron aby to opisać.

 

06:48, tytanorientu
Link Dodaj komentarz »
środa, 16 listopada 2011

 

-       Normalne dla nas nie oznacza normalne dla Chinczyków, jeśli zdefiniujemy że należymy do różnych grup społecznych - a należymy -  to wówczas  rzeczy normalne u mnie nie będą normalnymi w Chinach . 

Normalnośc dla mnie, to coś - co dana grupa społeczna w danym czasie i miejscu uważa za normalne.  No cóż żyje w Chinach ale nie jestem Chinką więc nie należę do ich grupy społecznej. Coś w  tym jest.

Jeśli mówimy o prawach człowieka - My, ludzie zachodu do jakich sama się zaliczam  uważamy, że jest tylko jeden właściwy rodzaj relacji między jednostką a państwem.

Człowiek stanowi odrębną jednostkę.Z innymi ludżmi i z Państwem zawiera umowę społeczną, z której wynikają pewne prawa, wolności i obowiązki.

Jednak w oczach Chińczyków  społeczenstwo nie stanowi sumy jednostek lecz jest ono molekułami albo organizmami. Dlatego pojęcie przyrodzonych praw jednostki ma tutaj znikome znaczenie.Dla chińczyka wszelkie prawa związane  są pojęciowo z koncepcją społeczeństwa typu część- całość a nie typu jeden- wielu. Jeżeli jednostce przysługują  prawa to są one jej udziałem w prawach całości.

My mieszkańcy świata zachodniego  widzac że na wschodzie traktuje się ludzi tak jakby nie mieli oni jako pojedyncze osoby - żadnych praw - często mamy tendencję do postrzegania tego zjawiska w kategoriach moralnych.

Inne zachowanie wymagałoby nie tylko stosowania innych zasad moralnych ale też przyjęcia innej koncepcji jednostki przez Chińczyków.Z kolei inna koncepcja jednostki musiałaby sie opierać na najbardziej podstawowym poziomie metafizycznym- na odmiennym  sposobie widzenia świata jako składającego się z pojedynczych elementów a nie z ciągłej substancji. A przecież to jest ich świat i ich kraj. Mają inną filozofię, my tego nie zmienimy.

Co ciekawe oni też uważają mają również zastrzeżenia natury moralnej wobec zachowań mieszkańców Zachodu.

Warto też przypomnieć, jak głębokim zmianom ulegała struktura wartości w krajach Zachodu nawet w samym XX w. Wielka Brytania, dziś z takim zapałem propagująca prawa człowieka, aż do połowy tego wieku łamała je niezmiernie brutalnie we wszystkich podbijanych krajach, a nawet prowadziła politykę ludobójstwa.

To jest ciężki kaliber, o którym piszę i nie będę się wdawała w szczegóły  ponieważ interpretowane może być to różnie jakkolwiek coś lżejszego z mojego podwórka:

Syn mojej chińskiej  koleżanki studiuje w UK,  a na uniwersytetach jest tam  jak wiadomo wielu chińczyków . Przyjechał on  do domu i opowiada matce oburzony o tym jak ludzie zachodu,  są gotowi tolerować nieład, przestępczość i wszechobecność przemocy i seksu w mediach.

 I to co dla nas normalne,  dla studenta chinskiego niedopuszczalne bowiem te kwiestie są powiązane z prawami czlowieka ,ponieważ zgodnie z jego postrzeganiem świata -prawa człowieka przysługują zbiorowości a nie jednostce.

Już nie mówiąc o tym że chciałam  pójść z nią do kina w ( podczes jej pobytu w europie  na bardzo wówczas  popularny film pt. ,,Sex w wielkim mieście,,- powiedziała oburzona, że ,,ona  to pornosów  w kinie oglądać nie będzie :)

czwartek, 27 października 2011

-      Według potwierdzonych źródeł, potwierdzają się informację o tym, że jeden z Tybetańczyków o imieniu Khayang (18 lat), który podpalił się w proteście 7 października zmarł w szpitalu z powodu ciężkich poparzeń następnego dnia.    Możliwe, bardzo w to wierzę, bo świrów w klasztorach nie brakuje.  Choc tutaj cicho, niczego nie słychać co jest dość normalnym zjawiskiem w Chinach. Na te tematy się nie rozmawia.

Szczerze powiedziawszy będąc w Tybecie  nie zauważyłam aby Chińczycy tłukli mnichów albo niszczyli miejsca święte.    A byłam w ciągu ostatnich 3 lat w Tybecie 2 razy .  Z tego co widzę to : Chinczycy wybudowali lotnisko w Lhasa, zbudowali kolej aby turyści  sie mogli do Tybetu dostać.   Budowany  w tej chwili jest  w pobliżu Lhasa 5 gwiazdkowy hotel. Aby nie być gołosłowną podaje stronę internetową Singaporskiej sieci hoteli w ramach której ten hotel powstaje

www.shangri-la.com.

-      Z tego co widzę to  Chińczycy  działają na zasadzie: nie zabija się kury która przynosi złote jajka, A Tybet jest bardzo turystyczny - niestety. Nikt  tam nie niszczy  miejsc świetych bo wejscie do kazdego klasztoru kosztuje. Musisz kupic bilet jesli chcesz zobaczyc mnichówJ. I w okienku kasowym siedzi mnich:) Ja pisze co widze, nikogo nie bronie , nikogo nie oceniam ale BIZNES JEST BIZNES i mnisi też to widza:) 

-     Ja też wolałabym widzieć Tybetańczyków siedzących w pozycji lotosu przez szesnaście godzin dziennie, jednak oni -  widzieć tak siebie nie chcą. Tybetańczycy są wściekli, że  sugerujemy im żyć skromnie na rzecz zachodnich turystów, którzy szukają duchowej ścieżki i raz na kilka lat chcą oglądać pierwotną naturę i mityczną krainę Shangri-La.

-      Czy oczekujcie od nas, że będziemy przemieszczać się na osiołkach i jakach, podczas gdy wy jeździcie samochodami i latacie samolotami?” -     tak mi odpowiedział jeden z tybetańskich przewodników z którym podróżowałam,( bez przewodnika nie można wjechać do Tybetu, minimum w ubiegłym roku ja nie mogłam . Myślę że nie ma co za  tybetańczyków wybierać ani im pomagać, oni sami powinni sobie pomóc.

-       Powiem więcej ,należy spojrzeć na tą kwestię bardziej kompleksowo,Chiny mają jeszcze inne autonomiczne rejony w takiej samej sytuacji  dla przykładu :Xinjiang czy Mongolia wewnętrzna .Nikt  jakoś tym autonomicznym regionom z zachodu  nikt nie kwapi się I nie chce pomóc, bo co? bo  w Xinjiang mieszkają Muzułmanie?

-      A dlaczego ludzie z Xinjiang mają być inaczej traktowani niż ludzie z Tybetu?

jeśli mówimy o wolności to traktujmy wszystkich jednakowo a nie wybierajmy sobie największych krzykaczy i koncentrujmy sie na nich:) Nie kierowałabym sie zasadą ,,dla wszystkich równo czyli dla Tybetu wszystko a dla innych......GÓWNO.,,



10:30, tytanorientu
Link Dodaj komentarz »
sobota, 22 października 2011

 Dobrych kilka miesięcy temu syn pewnego bogatego i wysokopostawionego  chińskiego urzednika, który potrąciwszy rowerzyste...... dobił go nożem, bo uważał, że w ten sposób uniknie płacenia za szpital (trupa przeciez sie nie reanimuje…:(  Myślałam dam spokój, nie będę pisać bo historie o wybrykach dzieci wysokopostawionych, bogatych  urzedników mogę każdego miesiąca przeczytać w internecie.

Z tego co pamiętam to chłopca skazano na śmierć .


W same prawa optyki wpisana jest deformacja. Obiektyw zawsze dokonuje selekcji, pokazuje jakiś wycinek rzeczywistości, który poprzez mechanizm powiększenia zyskuje walory obrazu całosciowego jak pisał  Ryszard Kapuściński. Widz  wówczas jest przekonany że tamten świat tak  dokładnie wyglada , co moim zdaniem jest przykładem, że w swiecie pełnym informacji można uprawiać dezinformacje.

  Dlatego też nie chcę przedstawiać samych negatywnych obrazów których na codzień tutaj bez liku.  W tzw. cywilizowanej europie  zwykłych ludzkich tragedii też jest mnóstwo. 

Telewizja  i dziennikarze  lubią tego typu informacje . Podpalenia, nożowania, ludzkie tragedie, etc.  mam wrażenie, że  to  jest to co pasjonuje dziennikarzy w każdym kraju.

Nie chce oceniać czy Chiny  to normalny kraj, bo  pogubiłam się w definicji normalności.  Ostatnio emocje moje wzięły góre. Instynkt macierzyński wziął górę i spowodował, że   tragedia  chińskich rodziców poruszyła mnie tak mocno, że  rozpłakałam się oglądając wideo w internecie przedstawiające tragedię.

Kilkanaście dni temu w prowincji Guangzhou , w małym miasteczku tejże prowincji kilkuletnia dziewczynka została potrącona przez samochód. Co jest najstraszniejsze w całej tej sytuacji ta  dziewczynka nie była potrącona raz tylko……dwa razy . Całość była  rejestrowana przez kamerę monitorującą ulicę. Od jednego potracenia do drugiego minęło kilka minut.  Drogą  w tym czasie przejechało  kilkanaście samochodów…… a dziecko……….. leżało zakrwawione na ulicy.

Leżące w kałuży krwii dziecko zauważyła kobieta sprzątająca ulice……. I w ten oto sposób, mała trafiła do szpitala. Chińczycy mają politykę jednego dziecka. Ciągle podkreślają jak ważne  są dla nich dzieci .A tutaj nikt nie zainteresował sie leżącym   przez kilka minut na ulicy rannym dzieckiem?

Czy wszędzie tak jest że dziecko leży kilka minut zakrwawione na ulicy I nikt się nim nie interesuje?



11:30, tytanorientu
Link Dodaj komentarz »
O autorze
Tagi